Przejście Jezusa z uczniami wzbudza uwagę i ciekawość wielu, którzy chcą Go zobaczyć i pozdrowić. Pośród tego zamieszania znajduje się niewidomy człowiek, który, okryty płaszczem, siedzi przy drodze. Ewangelista Marek podaje nam również jego imię: Bartymeusz, czyli „syn Tymeusza”.

Niewidomy, obudzony i zaintrygowany zamieszaniem, pyta, co się dzieje; ludzie mówią mu: „Przechodzi Jezus z Nazaretu”. Niewidomy, który nie jest niemy, słysząc, że to jest Jezus nazarejczyk, zaczyna wołać: „Synu Dawida, Jezusie, ulituj się nade mną!”. To przejście od „nazarejczyka” do „syna Dawida” jest ogromne. W Biblii tytuł „syn Dawida” odnosi się do Mesjasza Izraela. Bartymeusz, mimo że jest niewidomy, dostrzega to, czego nie widzą inni widzący: mesjańskość Jezusa. Tak właśnie choroby, potrzeby, problemy mogą otworzyć oczy wiary i być decydującym impulsem do rozpoznania tego, czego nie widzą nawet ci, którzy mają dobry wzrok: szczególnej obecności, która może zmienić naszą sytuację. Św. Augustyn powiedział: „Boję się Pana przechodzącego”. To znaczy: boję się, że nie zauważę przejścia Pana!

Ludzie próbują uciszyć Bartymeusza, ale on krzyczy jeszcze głośniej! Czasami ważne jest, aby podnieść głos, wołać do Pana, aby zwrócić Jego uwagę. A On zatrzymuje się i woła go.
Bartymeusz odpowiada w następujący sposób: ZRZUCA z siebie płaszcz – swoje bezpieczeństwo i ochronę przed zimnem i deszczem; ZRYWA SIĘ na nogi – reaguje natychmiast; PRZYCHODZI do Jezusa; WIDZI ponownie; IDZIE za Jezusem.
Możemy więc zauważyć, że celem spotkania Bartymeusza z Jezusem nie jest odzyskanie wzroku, ale pójście za Mistrzem!

Dlatego nie dajmy się zastraszyć głosom, które próbują nas uciszyć, i, pomimo pozornie niesprzyjających okoliczności, kontynuujmy wyznawanie naszej wiary w Jezusa słowami: „Synu Dawida, ulituj się nade mną!” i czynami: zrzucając nasz płaszcz, zrywając się na nogi i idąc za Nim!

o. Giuseppe